Najgorszy hotel w Pamukkale – recenzja
Zwiedzanie Turcji jest miłe głównie ze względu na miłych ludzi. Ale tutaj właściciel albo nie ma tureckiego pochodzenia albo stanowi ten jeden wyjątek, który musi zaistnieć, by potwierdzić regułę.
Zwiedzamy niskobudżetowo, dlatego lubimy stare i klimatyczne hotele. Liczymy się z ich minusami, bo cena i atmosfera spokojnie potrafi to zrekompensować. Dla przykładu – jeden z moich ulubionych pensjonatów w Antalyi ma w pakiecie rodzinę myszy. One mają tam pełny all inclusive, turyści niekoniecznie. I hotel dostał ode mnie 5 gwiazdek, bo dalej wszystko było zgodne z opisem i ceną. Przecież nie napisali, że myszy nie ma, prawda?🙃
No to wyobraźcie sobie poziom mojej irytacji, skoro tym razem oberwało się jedną gwiazdką…
Hotel Ozen Turku Pension znaleźliśmy na mapie – piękne zdjęcia, recepcja 24h, stary drewniany budynek i dużo roślinności. Wiemy, jak niskie są zarobki w Turcji, więc gdy mamy taką możliwość staramy się zamawiać pokój bezpośrednio, nie przez serwisy typu Agoda czy Booking, by właściciele nie tracili prowizji. Tutaj na kilku serwisach widniała cena 730 lir (mało, dolna granica dla tej miejscowości, było jeszcze kilka hoteli za kwotę ok. 800). Z zewnątrz faktycznie wszystko zgodne z opisem. W środku mniej, bo recepcja pusta. No dobrze, dzwonimy na podany numer i słyszymy w całkiem poprawnym angielskim, że ktoś będzie za 2 minuty. Mija 15 minut i zjawia się on – właściciel. Zapytany o cenę mówi, że 1100 lir. Ja już bym chętnie wyszła, ale mój towarzysz postanawia dać mu szansę i pyta, jakim cudem, skoro w internecie podane są zupełnie inne ceny. Pan uśmiecha się drwiąco i mówi, że to pomyłka. Pokazujemy. Uparcie twierdzi, że nie da się zamówić w ten sposób – bzdura jakaś, ma wystawione pokoje u 5 pośredników. Mówi, żebyśmy w takim razie zamówili przez internet. Dziwne, no ale dobrze, próbujemy. W momencie, gdy jestem już pod koniec rezerwacji tej najtańszej opcji ona znika z serwisu. Patrzę – no tak, właściciel uparcie coś klika w telefonie. Przechodzę do następnej, to samo. Kolejna i rezerwacja się udaje, płatność zrobiona. Pokazuję mu to i słyszę, że to na pewno pomyłka. Ale wyjmuje dla nas klucz i idziemy zobaczyć pokój. Pan wciąż kompulsywnie klika coś na telefonie. Dostaję informację, że płatność zwrócona i jednocześnie pytanie, czy mogłabym jeszcze raz sprawdzić. Dla świętego spokoju umawiamy się, że zapłacimy na miejscu, koszt 800 lir. Głęboki niesmak zostaje, ale chcemy już ruszyć na wycieczkę i się zgadzamy. Na koniec, po spisaniu danych z paszportu okazuje się jeszcze, że akurat nie działa płatność kartą, no niespodzianka…
Słowo wyjaśnienia – gdy turyści płacą kartą, obiekt oddaje prowizję dla operatora. Gdy płacą gotówką, zwykle sami ponoszą taką prowizję przy wypłacie z bankomatu. Tutaj zdecydowanie stwierdzono, że opłaty powinny być po naszej stronie. Bo tak 🤷🏼♀️
Pokój w starej boazerii, sympatyczny. Prysznic w stylu arabskim, to znaczy zero kabiny i słuchawka wisiniek więcej na środku łazienki. Znośnie. Właściciel zachwala, że klimatyzacja (mamy grudzień, więc robi tym razem za ogrzewanie) perfekcyjna, woda ciepła, tylko musi zlecieć zimna, wszystko działa. Nie mamy czasu na sprawdzenie każdego detalu, więc zostawiamy bagaże i wychodzimy.
Wieczorem, zmarznięci po kąpieli w Pamukkale, wracamy do hotelu. Recepcja znowu pusta, ciepłej wody brak, w pokoju chłodno. Klimatyzacja faktycznie jakoś działa, dmucha ciepłym powietrzem przez 5 minut i działać przestaje. Woda z prysznica stoi na podłodze w łazience, dalej tak samo zimna. To jest chyba ten zachwalany w opisie kryty basen, bo innego w tym miejscu nie widzę…

Udaje się dodzwonić do właściciela Ozen Turku Pension i słyszymy, że zaraz ktoś przyjdzie naprawić. Mija pół godziny i dwie dziewczyny podchodzą do skrzynki z bezpiecznikami w holu, otwierają ją, coś sprawdzają i znikają. Nie wiem, co mogły sprawdzać, bo już wcześniej tam zaglądałam i wszystko było włączone. Dostajemy informację, że teraz już działa, ale musimy poczekać godzinę lub dwie, aż woda się nagrzeje. Próba poinformowania, że wolelibyśmy się rozliczyć i zmienić hotel spotyka się z „brakiem zasięgu” i rozłączeniem. I to cały kontakt, do północy nikt już nie odbierał telefonów od nas.

Jakoś wytrzymaliśmy, chociaż zmywanie z siebie wapiennego osadu w zimnej wodzie do przyjemnych nie należy.
Rano było jeszcze śmieszniej, bo wreszcie ktoś się pojawił w hotelu. Właściciel wyjaśnił nam, że problemu nie ma, bo ON SIĘ RANO KĄPAŁ. No brawo, poczułam się od razu lepiej z tą wiadomością. Pokazał nam nawet, że w innym pokoju jest ciepła woda i wyjaśnił, że on w nocy dzwonił do innych klientów, żeby to sprawdzić. Czemu nie odebrał telefonu od nas jakoś nie wyjaśnił. Ogłuchł na wszystkie próby negocjowania ceny, bo przecież ciepła woda u sąsiadów była. Widocznie trzeba było zgadnąć i iść się integrować w ręczniku, na to nie wpadliśmy. Na słowo faktura zażądał klucza i tu się zrobiło śmiesznie. Bo usłyszał, że do godziny wymeldowania mamy jeszcze 12 minut, a klucza bez faktury nie dostanie. Gdyby nie jego sympatyczny i zawstydzony tata, pewnie skończyłoby się wzywaniem policji. Ja to nawet byłam za, bo komisariatu w Pamukkale jeszcze nie zwiedzałam, ale w końcu odpuściliśmy. Na koniec prawie rzucił nam rachunek – musiał w tym celu wziąć własną kartę kredytową i przyłożyć do terminala. Pewnie więc zamierza cofnąć płatność 5 minut po naszym wyjściu. Z pozytywów – terminal mu wreszcie zadziałał 😉 Z negatywów – smutno było patrzeć na minę ojca, który zapewne sam ten pensjonat zbudował i ewidentnie próbował uniknąć konfliktu. Gdy jego syn próbował siłą wyrwać mi klucz z ręki, starszy pan nie wiedział, gdzie oczy podziać.

Zdecydowanie polecam wszystkim zwiedzającym Pamukkale unikać zarówno tego miejsca jak i restauracji należącej do tego samego człowieka – Roti Chapati Indian Restaurant. Dla zarobienia kilku lir facet zrobił z siebie idiotę i chama, co strasznie psuje obraz tureckiej turystyki i na pewno zniechęciłoby mniej doświadczonych turystów do tego pięknego kraju.

