Przepraszam, czy Pani sika po arabsku?
To nie jest wpis do czytania przy jedzeniu, uprzedzam.
Za każdym razem, gdy korzystamy z toalety na dworcu lub w nowym lokalu, pytam o to córkę. Dla wielu turystów pierwszy kontakt z „kucaną” formą toalety to większy szok kulturowy, niż lata czytania o traktowaniu kobiet w krajach muzułmańskich.
Toaletowe różnice kulturowe
Pamiętam swoją własną reakcję, gdy pierwszy raz zobaczyłam takie coś na Ukrainie. Ale jak to? Prysznic? Taki dziwny?? Teraz to już dla mnie norma i w korzystaniu widzę nawet sporo zalet, ale do dziś nie mogę zapomnieć tej sceny: Odessa, zima, śnieg na zewnątrz do kolan, a ja na bazarze szukam WC. Jest, czekam w kolejce, bo zajęte. Wychodzi wielka baba w futrze i kozakach na złotej szpilce. Drzwi otwierają się do środka, wślizguję się niepewnie, spodziewając się przedsionka z umywalkami, a tam komórka metr na metr. Nie ma sedesu. Nie ma spłuczki. Cofam się, bo może to WC jednak gdzie indziej, ale nie, dobrze trafiłam.
Oglądam jeszcze raz, tym razem opuszczając wzrok: na podłodze akrylowy brodzik w dziwnym kształcie, a obok kranik w ścianie i dzbanek. Po obu stronach odpływu miejsce na stopy. Pierwszą trudność stanowiło zmieszczenie się tam, żeby jakoś zamknąć drzwi za sobą. No ale skoro ta w futrze dała radę, to i mnie może też się uda.
Mgliście przypomniały mi się wykłady z fizyki, że jak coś się nie mieści w drzwiach stodoły, ale się z tym szybko biegnie, to się jednak mieści, czy jakoś tak. I faktycznie, z rozpędu się jakoś udało. Chwila zastanowienia, gdzie ten brodzik ma przód i racjonalny wybór: skoro nie ma zamknięcia, to lepiej dostać od następnej osoby drzwiami w wystającą dupę, a nie w twarz – czyli sikam twarzą do ściany. Uff… Problem spłuczki sam się rozwiązał, woda w kubku była zamarznięta, a kranik tylko głucho zawył. Wyjście też łatwe nie było, ale cała operacja jednak mnie nie zabiła 😉
Do dzisiaj miło wspominam reakcję przyjaciela na moje toaletowe przemyślenia: jesteś jedyną znaną mi kobietą, która robiąc zdjęcie w kiblu przesyła zdjęcie kibla…
No to teraz wnioski. Było dziwnie. Zimno i nieswojo, ale było CZYSTO. Gdyby był tam normalny sedes, to przecież i tak bym na nim nie usiadła, tylko próbowała wykonać pozycję narciarską z ceramiczną przeszkodą między nogami. I prawdopodobnie, jeśli podłoga byłaby zalana, to i tak nie udałoby mi się ustawić idealnie. Serio, czy jest chociaż jedna osoba, która nigdy, ale to nigdy, niezależnie od zastanego stanu zasyfienia toalety może o sobie powiedzieć, że chociaż odrobinę nie przyłożyła się do tego efektu?
Jakie toalety są w Turcji
W Turcji toalety występują w obu wersjach, często obok siebie. Im dalej na wschód, tym więcej tych kucanych. Do tego przyjeżdżam tu głównie w ciepłych okresach, więc przeciskanie się przez drzwi w zimowym stroju raczej mi niestraszne. Mam już nawet teorię, po co te cholerne drzwi otwierają się do środka – żeby dbać o czystość. No nie ma siły, jak masz w perspektywie wciśnięcie się w ścianę, żeby je otworzyć, to zadbasz o to, żeby nie wdepnąć w to, co przed chwilą zrobiłeś. Dużo lepiej wychodzi też obsłudze dbanie o czystość. Przychodzi pan lub pani z wężem ogrodniczym i leje wszędzie, za chwilę i tak to ścieknie na środek, zniknie w dziurze, a w pomieszczeniu będzie sucho i czysto.
Korzyści zdrowotne
Poza tym te toalety są zdrowe dla mięśni (naturalna pozycja w sumie, w lesie też taką przyjmujemy). I dla oczu (no nie ma tam szans, żeby popsuć sobie wzrok zbyt długim porannym czytaniem wiadomości na telefonie). Nikt nie zajmuje miejsca dłużej niż potrzeba. Nie trzeba tłumaczyć dziecku: nie siadaj, bo zarazki.

Wakacyjne traumy toaletowe
Tylko raz trafiłam na warunki, w których nie dało się załatwić, ale to już nie była kwestia rodzaju sedesu, tylko współgości. Zachęcona pierwszym hostelem, na jaki trafiłam w Antalyi, kolejny wybrałam na chybił trafił. No bo przecież i tak pod wspólny prysznic chodzę w klapkach, co może pójść źle. W klapkach?! Kombinezon wędkarski to byłoby za mało🤦🏼♀️
Na naszym piętrze toaleta była europejska, zapchana i brudna. Zawartość kibla miała zapędy imperialistyczne, opanowała już podłogę i snuła plany kolonizacji korytarza. No to latałam piętro wyżej, gdzie była wersja kucana. Cały jeden wieczór to było świetne wyjście, ale rano… No cóż, rano przede mną był tam chyba akrobata niepodlegający wpływom grawitacji. Bo jak inaczej zinterpretować ściany osrane do wysokości ramion osoby stojącej? I tu diabli wzięli całą moją tolerancję, brak uprzedzeń narodowych i dobre wychowanie. Poza nami gościli w hotelu wyłącznie Rosjanie, więc wyprodukowałam dwie karteczki (po jednej na każde drzwi do toalety) w ich rodzimym języku. W wolnym tłumaczeniu: „jak już, tępe ch…, kradniecie kible na Ukrainie, to postarajcie się ukraść jakiś z instrukcją obsługi i nauczcie się korzystania z niego”. Nie wiem, czy pomogło, bo zmieniłyśmy hotel. I nie jestem rusofobem, to była gównofobia 🙃

Fuj kur… Fuj 🙂
🙈kiedyś Ci mówiłem, że powinnaś pisać książki – najlepiej kryminały – pomyliłem się. Ty powinnaś pisać horrory🙈. Jak ja teraz kurwa zjem śniadanie, jak mi te kible przed oczami stoją🙈, żeby chociaż te z damskimi tyłkami, to nie, wyłącznie te puste i obsrane do wysokości ramion🙈😂😬
Normalnie padłam, każę mężowi taką zainstalować, przynajmniej skończą się kolejki do toalety w domu, a moje dzieciaki nie będą godzinami w niej przesiadywać z telefonem w ręku 🤣🤣