Talerz dnia – składkowe przyjęcie po turecku
Wyobraźcie sobie czekoladę pomiędzy sałatką jarzynową i marynatą, a po drugiej stronie tego samego talerza babeczkę ze śmietaną i pasztet. Spokojnie, to jeszcze nie ciąża, to tylko tureckie spotkanie przy plotkach. Kojarzycie składkowe przyjęcia? Takie trochę bardziej skomplikowane od: złożymy się na pół litra. W Turcji istnieje zwyczaj cyklicznego spotykania się w gronie znajomych, głównie kobiet. To czas na plotki, odrobinę relaksu i pochwalenie się umiejętnościami kulinarnymi.
Cykliczny dzień kobiet
Dzień w którym dochodzi do spotkania to gün. Czyli dosłownie dzień. Ta uproszczona nazwa sprawia, że ciężej znaleźć coś w wyszukiwarce na ten temat (samo gün pokazuje słońce lub kalendarz, gün+ kobieta to zwykle kwiatki i czekoladki z okazji Dnia kobiet). Można to dosłownie odnieść do naszego: mam babski dzień, dzień z koleżankami. No dobra, u nas zwykle się miewa babskie wieczory, ale jednak statystycznie Turczynki pracują rzadziej od Polek i mogą zaczynać wcześniej. Ogromnym plusem tych spotkań jest ich wymuszona cykliczność – głupio nie przyjść, a jeszcze gorzej odwołać własne przyjęcie, skoro się na to składamy. Są na tyle wpisane w turecką tradycję, że pozostali domownicy nie zawracają głowy i dają kobiecie odetchnąć, bo przecież ma „ten dzień”.
Grupa kobiet, która bierze w tym udział to zwykle zaprzyjaźnione sąsiadki i blisko mieszkające krewne. Wspólne spędzanie czasu jest zaplanowane z wyprzedzeniem i odpowiednio celebrowane. Przykładowo w grupie 12 kobiet panie spotykają się co miesiąc w domu każdej z nich.
Co to jest gün tabağı?
Obowiązkowe menu na tych spotkaniach to gün tabağı – czyli w dosłownym tłumaczeniu talerz dnia. Pani domu przygotowuje go za określoną, ustaloną wcześniej kwotę. Wszystkie uczestniczki wpłacają tyle samo, a rolą gospodyni jest takie zaplanowanie i wykonanie posiłku, by pozostałe panie były zadowolone. I oczywiście pochwaliły, taki sąsiedzki konkurs kulinarny.
Turcy zmagają się z wieloma problemami finansowymi, więc przygotowanie gün tabağı to też swoisty egzamin zaradności. Składkowa kwota jest niewielka, dostosowana do możliwości najbiedniejszych osób w grupie, które dzięki temu mają takie same możliwości pokazania się z najlepszej strony.
Oczywiście w środowisku wyłącznie bogatszych ludzi jedzenie pewnie przybierze formę szwedzkiego stołu, bo znikną ograniczenia finansowe i kwestia dostosowania się. Może być też zamówione. I tak z całej urzekającej oprawy pozostaną tylko takie same babskie plotki.
Talerz dnia jest ograniczony nie tylko finansowo, ale też wielkością samego talerza. Idea polega na tym, by każdy dostał dokładnie tyle samo – tak jak każdy wnosi taką samą opłatę. Dzięki temu na talerzykach leżą koło siebie sałatki, słone i słodkie przekąski, owoce i co tam jeszcze gospodyni przyjdzie do głowy. Żadnego dobierania i grymaszenia, czyste zwycięstwo komunizmu nad materią (a przynajmniej nad jej przemianą).

Gün tabağı – co przygotować
Przede wszystkim talerz ma być pełny, na plotkowanie trzeba mieć siłę. Obowiązkowo musi być coś na słodko. Do tego zawsze sprawdzi się börek, czyli delikatne warstwowe ciasto z nadzieniem. Jeśli sałatka, to taka z małą ilością sosu, bo dalej operujemy jednym talerzem. Marynowane (i dobrze odsączone) warzywa, ewentualnie çiğ köfte, czyli ręcznie zagniatany kotlecik z kaszy bulgur. Świeże owoce i warzywa trafiają się rzadziej, bo (opinia osobista, ale chyba słuszna) tanie i tutaj nie da się tak wykazać przy przygotowaniu, wstyd. Istnieją całe strony z radami i zdjęciami zestawów o określonej cenie i pracochłonności. I oczywiście o dekoracji, bo umówmy się, trudno estetycznie rozłożyć bakławę na tle majonezu…
Plusy i minusy
Założę się, że każda Polka po 30. roku życia (no, może po 40., jeśli nie ma rodziny) doceniłaby regularność tych spotkań. Nie ma, że któraś zajęta, zapracowana, dziecko kaszle albo pogoda brzydka. Nasze rozplotkowane wyjścia na kawę cieszą większą spontanicznością, ale też za łatwo je przełożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość. A turecka wersja „zmusza” do kontaktów nie tylko regularnych, ale też w większym gronie.
Plus dla pań, które lubią w kuchni wyzwania, koszmar dla tych, które nie znoszą gotować. Mamy tu jednak spory element rywalizacji, z wizytą wpadają nie tylko najlepsze przyjaciółki, trzeba się trochę postarać.
Dla mnie największą zaletą jest niewielka i równa cena. Przede wszystkim kwestia tej równości; nikogo nie wyklucza i pozwala się dobrze poczuć. Niestety jako rodzic dziecka edukowanego szkolnie wiem, że przy składkach rzadko kiedy bierze się pod uwagę możliwości tych najbiedniejszych. A szkoda, bo zyskuje na tym nie tylko kieszeń, ale przede wszystkim kreatywność.
Minusem (subiektywnie) jest jedzenie jako takie. Nie dałoby się, no nie wiem, zrobić przyjęcia z kawy i herbaty? Jakoś to łączenie smaków do mnie nie przemawia. Jeśli zamieszkam w Turcji to zamówię sobie talerze z przegródkami, jak przy podwieczorku w przedszkolu…
Ciekawi mnie, jak Turczynki rozwiązują kwestię inflacji. No dobra, jest nas 10, składamy się po 500 tl i widzimy raz w miesiącu. Ta, która robi pierwsza faktycznie zrobi przyjęcie, ale ostatnia? Ugotuje jednego ziemniaka i pokroi na dziesięć części chyba…
Gün oczami mężczyzny
Przyznam, że pomysł napisania o tym został mi podsunięty. Przez mężczyznę właśnie, dlatego musiałam sobie sporo informacji wyszukać, żeby zrozumieć o co chodzi. Bo gdybym chciała przekazać zdobytą wiedzę dosłownie, to byłoby to: kobiety składają się na jedzenie i jedzą to w domu jednej z nich, z jednego talerza. A wydarzenie nazywa się dzień, bo przez cały dzień mówią źle o swoich mężczyznach. No czego nie rozumiecie? 🙃
