W Turcji każdy region ma jakieś specjalne danie, powód do dumy mieszkańców. A dla mnie kolejny powód, dla którego tak przyjemnie zwiedza się ten kraj. Zwykle jest to jakiś rodzaj kebaba bądź słodycze, ale w Mersin wyjątkowo zamiast pieczenia wybrali smażenie.
Co to jest tantuni i skąd pochodzi
Tantuni to drobno posiekana wołowina, którą podsmaża się na wielkiej patelni. Powiedzmy patelni, bo wygląda to raczej jak skrzyżowanie tacy i odwróconego talerza do perkusji. Żeby zachować tradycyjny smak należy to robić z dodatkiem oleju bawełnianego i łoju baraniego. Brzmi może nie najlepiej, ale uwierzcie, łój barani smakuje lepiej niż można się tego spodziewać. W Polsce baranina kojarzy się albo z brązowym graniastosłupem, który się kręci w budkach z kebabami albo z mięsem twardym i brzydko pachnącym. Jak to jeden mój znajomy określił: pochodź w upale tydzień w wełnianym swetrze, następnie owiń w niego schab, schowaj do szafy i po trzech dniach masz baraninę. No więc nie, tu jest pyszna, właściwie każda część.
Ale wróćmy do tantuni. Już sama historia nazwy jest ciekawa; wzięła się od rytmicznych odgłosów tan-tun, tan-tun, które towarzyszą mieszaniu mięsa podczas smażenia. Druga wersja głosi, że pochodzi od mongolskiego słowa tamturi, które oznacza przekąskę. Ale to wersja, którą możecie spotkać w słowniku etymologicznym, a nie w Mersin. Tutaj jedynie słuszne jest pochodzenie nazwy od dźwięku łyżki odbijającej się od metalowej patelni.
Jak zrobić smaczne tantuni
Żeby przygotować smaczne mięso wołowe należy je najpierw kilka minut sparzyć we wrzącej wodzie, a następnie podsmażać krótko. Podawać z posiekanymi: cebulą, pomidorami i oczywiście natką pietruszki. Serwowane jest na kilka sposobów:
Yoğurtlu tantuni, czyli zawinięte w rulonik (pita koniecznie musi wcześniej chwilkę poleżeć na patelni i nasiąknąć sosem) i polane jogurtem. To moja ulubiona wersja.
Et lavaş – czyli zawinięte w lawasz. I tu mamy dwie opcje, albo będzie to dürüm, czyli coś wyglądającego jak kebab w Polsce i zabezpieczonego papierem, możemy wtedy wziąć całość w rękę i jeść. Albo będzie to rulon zagięty w podkówkę, ułożony na talerzu, wtedy kroimy go sobie na małe roladki.
Somun et – coś w rodzaju kanapki w całkiem pokaźnej bułce, jak 1/3 bagietki na sterydach. Często jest ona lekko podpiekana na tej samej patelni.
Można też spotkać tantuni w wersji z kurczakiem (tavuk), ale to już zdecydowanie nie to samo. Albo w wersji biftek, czyli bez łoju baraniego. Chociaż tej wersji nie lubię, to urzeka mnie słowo biftek, oznaczające stek (beef steak… bif stek… biftek?). Nam steki kojarzą się z solidnym kawałem mięcha, ale im nie przeszkadza używanie tej nazwy przy upieraniu się, że im drobniej posiekane, tym lepiej. Zwróćcie uwagę: siekane, nie mielone i nie pocięte. Robiąc to w domu możecie lekko zmrozić wołowinę, żeby było łatwiej. A jedząc w tureckiej restauracji trzymać się zasady, że tam gdzie mielą zamiast siekać to drugi raz nie jemy. Siekane mięso ma dużo przyjemniejszą konsystencję, jest soczyste i intensywniej smakuje.
Tantuni jest podawane z różnymi dodatkami, ale prawie zawsze znajdziemy wśród nich: cytrynę, zieloną paprykę marynowaną (ostra!), zieloną paprykę surową (ostra do granicy utraty smaku), cytrynę i jakąś wyrazistą zieleninę, np rukolę. Czasem jeszcze kwaśna czerwona kapusta, nic neutralnego w smaku. Do picia pewnie zaproponują nam şalgam albo ayran.
Tantuni z wołowiny vs tantuni z kurczaka
Pierwszy raz próbowałam tantuni w Silifke, czyli też w rejonie Mersin, ale w ogóle mnie nie zachwyciło. Mdłe, nijakie i jakieś takie nietureckie. Ale to była wersja z kurczakiem + za ostre dla mnie przystawki, więc tego mdłego smaku nie miałam czym zmienić, teraz jestem mądrzejsza. A prawie pod domem mamy kilkanaście restauracji, z których już udało mi się wybrać ulubioną 🙂
Tantuni z jogurtem w całej okazałości Natka pietruszki jest wszędzie. A nie mówiłam?Tantuni z jogurtem podają zwykle pokrojone od razu w roladki. Jogurt jest kwaśny, gęsty i cudownie miesza się z sosem.
Gdzie zjeść najlepsze tantuni
Następnego zdjęcia nie będzie, bo byłby to żenująco czysty talerz, prawie jak wylizany 🙃 Za to będzie lokowanie produktu jako wyraz wdzięczności, że nie zostałam wyśmiana za moje próby rozmawiania po turecku. Zwykle idzie mi dość dobrze (tzn. potrafię powiedzieć, co konkretnie chciałabym zjeść), ale dzisiaj miałam jakieś zaćmienie i poprosiłam o szaszłyka z Coca-Coli. Pomyliło mi się şiş (szaszłyk) z şişe (w butelce)🤦🏼♀️ Z lekkim tylko uśmiechem zostałam delikatnie zapytana, czy może chodziło mi o wersję zero (sıfır by to było, szczyt dyplomacji ze strony odbierającego zamówienie, ja wyraźnie poprosiłam o szaszłyk). A później się nawet okazało, że da się porozumieć po angielsku, co tutaj jest rzadkością. No ale może bali się, co jeszcze mogę zamówić 🙃
Chociaż, znając turecką gościnność, może powinnam się spodziewać, że mi jednak spróbują podać grzaną colę z rożna?🤔
Jeśli ktokolwiek z Was będzie w Mersin, to szczerze polecam:
Merkez Biftek Tantuni, Halil Usta. Czyli po naszemu Centrum befsztyka, który nie jest befsztykiem oraz tantuni, prowadzone przez mistrza Halila
Zapach orientalnych przypraw, słodycz daktyli i tradycja tak stara jak kamienne domy w Mardin. Ciastka, które przeniosą Cię na turecki bazar i przypomną magię wakacji