Turecki alfabet część 1
Za każdym razem przy patrzeniu na te ich literki przypomina mi się niechęć babci Weatherwax do kropek, które mogą spaść i stworzyć zbędną interpunkcję. Są jednak sytuacje, kiedy warto wymówić taką kropkę prawidłowo, żeby na nas nie patrzyli dziwnie.
Ile lat ma turecki alfabet?
Ale skąd w ogóle te kropki? Tradycja jakaś? Teraz Was zaskoczę, kropki nie miały jeszcze nawet setnych urodzin. W 1932 roku Atatürk (najbardziej znany turecki przywódca) w ramach jednoczenia narodu uznał, że za mało jest tureckiego w tureckim i zmienił im alfabet. Za jednym zamachem pozbył się większości obcych słów, przypomniał, jakie były ich odpowiedniki w starotureckim, pozamieniał arabskie robaczki na alfabet łaciński i jeszcze kazał go pisać od lewej do prawej, a nie jak poprzednio.
Proces dostosowywania alfabetu do języka
Ale pewnych rzeczy się po prostu nie da napisać używając liter stricte łacińskich. Wyobraźcie sobie, że nam się nagle zamienia ś na s, ł na l itd. My też kiedyś mieliśmy proces dostosowywania tego, co mówimy do pisanego tekstu i też łatwo nie było.
Koliada sya zallyelyvya svadzyla, gedna drvgey kv czczy przymovila
Nie, to nie jest czeski, a ja was nie obrażam. To staropolski, a trzeci wyraz nie ma na celu nauki jodłowania, to po prostu „z allelują”. Tak właśnie wygląda tworzenie języka pisanego, gdy w alfabecie brakuje Ci liter o właściwym brzmieniu. U nas stopniowo i w sposób niejednolity, zależnie od wizji autora zaczęły się tworzyć „nasze” litery. Na przykład literka W miała wahania nastroju od U do V, zanim ktoś się zdecydował na dzisiejszą pisownię. I do dzisiaj w angielskim W wymawiamy jak nasze Ł, a ich V to nasze W. W międzyczasie zmieniała się nie tylko pisownia, ale i wymowa.
Używając języka współczesnego błędnie myślimy, że polski jest może i trudny pod względem gramatyki czy wymowy pewnych głosek, ale jak się już raz nauczysz czytać litery, to zawsze brzmią tak samo i to jest fajne. Nie brzmią, to nam się tak wydaje. Łafka, wielbłont, kont prosty, na kącie w banku – te koszmarki ortograficzne biorą się stąd, że to naprawdę tak brzmi, spytajcie cudzoziemca.
Drastyczne czyszczenie od A do Z
A teraz wracamy do reformy językowej Atatürka. W tureckim za jego czasów przeważały wpływy arabskie i perskie. Nie był też wolny od słów francuskich, włoskich, angielskich oraz greckich. Na wschodzie ludzie uparcie mówili po kurdyjsku, armeńsku i aramejsku. Do tego Turcja w większości była krajem muzułmańskim, co oznaczało czytanie (a chociażby cytowanie) Koranu, którego się nie tłumaczy z arabskiego, bo nie. Biblii też się kiedyś nie tłumaczyło z łaciny, a jak zaczęli, to się skończyło schizmami religijnymi (+ setki teorii, że już ta wersja łacińska to nie do końca prawda, bo to przecież nie oryginał). I ten cały miks próbowali zapisać alfabetem arabskim, co o tyle miało sens, że w mongolskim było wtedy w użyciu trochę więcej słów rdzennie tureckich, niż w tureckim. Rozwiązanie było radykalne: obce języki usunąć, obce nacje usunąć, religię oddzielić od państwa, alfabet arabski usunąć i dać własny.
Powrót do korzeni, czyli jakie były pierwsze litery
No ale zaraz, ostatni całkiem własny to były runy turkijskie, pisane od prawej do lewej i z awersją do samogłosek. I jak popatrzycie na mapki, to było to pismo tureckie dość mocno od dzisiejszej Turcji oddalone geograficznie. Ale nigdy tego nie kwestionujcie przy Turkach. My mamy swoje sarmackie pochodzenie, oni swój rdzennie turecki alfabet z Mongolii i kropka. Więcej o nim znajdziecie wpisując w google hasło alfabet orchoński. A z czasem i tutaj, jak znajdę chwilę by poszperać w wiarygodnych źródłach.


Zwrot na zachód i wybór łacińskiego alfabetu
To może jednak nie, dajmy łacinę. Ale wtedy niektóre słowa będą mieć uproszczoną pisownię! To dajmy łacinę i kropki. I może jeszcze fale, żeby było coś na dole dla równowagi. Ale dalej nie odda to naszego akcentowania! To macie jeszcze znak ğ i sobie radźcie. Ale Kurdom nie damy W i X, bo ich nie lubimy, niech się uczą po turecku. Historię o tym, czy te dwie litery dały się wyrzucić z języka znajdziecie tutaj.
Efekt końcowy
W efekcie mamy język spójny w pisowni, bardzo łatwy do wymówienia i fatalny do tłumaczenia, zwłaszcza gdy rozmawiamy ze starszym pokoleniem. Bo jednak zmiany potrzebują czasu, a nie tylko charyzmatycznego dyktatora. A już zrozumienie potocznych nazw roślin to jakaś czarna magia i mam wewnętrzne przekonanie, że źródłosłów w tym przypadku jest zbliżony do „to zielone wysokie obok ogórków” i oznacza w jednym regionie kaktusa, w drugim oregano, a w trzecim budę dla psa 🤦🏼♀️
Ale za to, jak już opanujecie podstawy, to pewne rzeczy staną się zaskakująco oczywiste i intuicyjne. Da się ogarnąć, że kebap z P na końcu to nie absürt, to językowa strateji, żeby pisać to, co się mówi i nie robić zbędnych kombinasyon 🙃
