Kiedy rozmiar nie ma znaczenia
Jeśli szukasz wpisu o obrzezaniu, to wybacz, ale ten jest tylko o bananach 🤷🏼♀️
Nigdy nie należały one do moich ulubionych owoców, bo albo są zbyt dojrzałe i lepkie albo ślicznie pachną, ale są cierpkawe i trudne do obrania. Czasem skuszą mnie te bardziej zielone, ale niezbyt często. I w efekcie albo ich w domu nie mamy, albo mamy je w stanie pozwalającym tylko na upieczenie chleba bananowego lub wyrzucenie.
No ale tu banany rosną w naturze. Taki banan prosto z krzaka to jednak coś. Tylko zwykłe plantacje są ogrodzone, a banany rosną tam w siatkach foliowych. Dla ochrony przed robaczkami i przyspieszenia dojrzewania zapewne. Więc ja, marny turystyczny robaczek, nie mam jak ich sobie zerwać i przeszkodzić dojrzewaniu.
Pierwszy raz jadłam tureckie banany w październiku, a ich zakup skwitowałam: ja to w sumie tych owoców nie lubię. I sama nie wiem, kiedy zjadłam tak ze 3 kg.
Szybko poszło, bo pachniały jak zielone, ale łatwo można było pozbyć się skórki.

Prawidłowy rozmiar banana
Jak już tu jesteście, to warto kupić i spróbować, czym się różnią. Zwykle kształtem, bo tu nie Unia Europejska i nie muszą trzymać wymiarów. Mamy więc banany malutkie lub wielkie, jednolite lub cały przekrój rozmiarów w jednej kiści. Od zielonych po brązowe, z tym że te brązowe (nie mylić czerwonymi, które stanowią inny rodzaj) są po prostu dojrzałe do przesady. Otwierasz i wypływa banan, wcale go zapiekać nie trzeba.
Swoją drogą to nie jest tak, że UE wymaga od bananów 14 centymetrów i kąta zakrzywienia 28°. To dotyczy tylko owoców w klasie ekstra, mamy jeszcze dwie inne klasy do wyboru. Tylko trudno je dostać, bo sprzedaż się nie opłaca, markety wolą zamawiać te „najlepsze”.

Plantacje bananów w Turcji
Jeśli ktoś interesuje się zasadami fair-trade, czyli polityką sprawiedliwej płacy dla robotników na plantacji, to niech zwróci uwagę w sklepach na te tureckie. Mimo problemów ekonomicznych tutaj obowiązuje płaca minimalna. Nawet pracownik zatrudniony na czarno jest traktowany lepiej niż w Ameryce Południowej. Chociaż nie ma tych owoców jeszcze zbyt dużo u nas, bo te wymiary komplikują zbiór.
Fakty o bananach
A tak z ciekawostek o bananach:
Każdy banan kiedyś był kwiatkiem, a w środku ma gniazda nasienne, więc jest według botaniki jagodą. Nasion nie ma, bo powstaje bez zapylenia.
Wcale nie rośnie na drzewie, to bylina jest. Ale wygląda jak drzewo.
Banany rosną w pęczkach, zwanych też rączkami. Rączka ma kilka „palców” czyli owoców. A kilka (kilkanaście częściej) rączek rozmieszczonych jedna nad drugą tworzy całą kiść. Jak już znajdziesz plantację bez ogrodzenia i pójdziesz kraść, to weź też taczki, bo w sumie ten owocostan może mieć i 80 kg 🙃
Owocuje raz w życiu i umiera. Ale w międzyczasie wyrastają mu nowe pędy i rośnie szybko, więc to nie tak, że po roku plantator ma puste pole.

Co wyróżnia banany z Turcji
Czy jest coś, co sprawia, że tureckie banany są wyjątkowe? Bo krajów, gdzie rosną w naturze jest sporo przecież. Otóż jest, nazwa. Na prawie całym świecie banan to banan. Opcjonalnie banana, banane albo coś podobnego. Są chyba tylko dwa kraje, które się wyłamały, a jeden z nich to Turcja. Tutaj banan to muz. Podejrzewam, że to z niechęci do źródła słowa banan, które ma arabskie pochodzenie i oznacza palec. To już woleli sięgnąć łacinę tym razem😂
Niezależnie od regionu Turcji, w którym spędzacie wakacje, na pewno mają tam muzu süt czyli mleko bananowe. Prawdopodobnie na stoisku ze świeżo wyciskanymi owocami, ale również w sklepie w kartoniku. Turcy to uwielbiają, ale do mnie ten fenomen nie przemawia. Owszem, całkiem smaczne, lodowate i gęstością podobne do shake’a, ale picie go uważam za marnowanie miejsca w żołądku. Przynajmniej w tych porach roku, gdy da się na tym stoisku dostać świeży sok z grejpfruta 🙃
